|

Hanna Karp Gdy Donald Tusk o godz. 11., w przerwie zeznań w komisji hazardowej Mirosława Drzewieckiego, ogłosił swoją decyzję o niekandydowaniu w wyborach prezydenckich, wielu komentatorów nie kryło konsternacji. Ta decyzja zaskoczyła wszystkich. Trwały spekulacje czy konferencja premiera miała przykryć zeznania ministra Drzewieckiego? A może umowę gazową i kontrakt z Rosją? - Ich jest dwóch, ja jestem jeden […] nie chcę uczestniczyć w wyścigu, którego celem jest pałac i zaszczyt - mówił Donald Tusk. I wszystko już było jasne. Po konferencji natychmiast ruszyła lawina medialnych spekulacji - kto zamiast Donalda Tuska.
Tamten pamiętny dzień dostarczył wielu emocji. Z konferencji prasowej w siedzibie Giełdy Papierów Wartościowych dziennikarze mogli wrócić do gmachu Sejmu na ciąg dalszy zeznań Mirosława Drzewieckiego. Jego zeznania jeszcze przed południem przyniosły wiele „nowin”. Minister sportu ogłosił, że „afera hazardowa to tylko rekwizyt do sztuki pod tytułem «przeciek»”, a jedynym winnym jest szef CBA Mariusz Kamiński. Tymczasem wspomniana afera coraz bardziej przypomina rozsypane puzzle. Próbę poskładania rozrzuconych fragmentów i spojrzenia na problem w kontekście wielu faktów podjął Leszek Misiak na łamach „Gazety Polskiej” (nr 4) w obszernym tekście „Fakty obciążają Tuska”. Autor zwrócił uwagę na coraz większą wagę piętrzących się w całej sprawie znaków zapytania wokół premiera. I oto dokonał się w całej sprawie wielki zwrot. Czy afera hazardowa będzie miała w dalszym ciągu tak wielkie polityczne znaczenie? Czy ucieczka do przodu premiera Tuska okaże się skuteczną blokadą i przykryje wszystkie matactwa jego najbliższych politycznych przyjaciół? Decyzja premiera zmieniła zresztą całą sytuację na scenie politycznej. Nagle - być może - okaże się, że kandydatami PO na prezydenta jest wielu różnych polityków, łącznie z Cimoszewiczem, Nałęczem i Olechowskim. Według Andrzeja Olechowskiego decyzja Donalda Tuska o niekandydowaniu w wyborach prezydenckich to "konsekwencja uznania przez premiera, że sytuacja w Polsce wymaga aktywnej, intensywnej pracy rządowej". Olechowski, rzecz jasna, wyraził przy okazji nadzieję, że PO rozważy teraz poparcie w wyborach jego osoby. Pewne jest jedno. Partie polityczne, a z nimi komercyjne media, zmuszone będą do wykonania strategicznych przegrupowań. Jak zauważa prof. Zdzisław Krasnodębski, "ten dzień może być w przyszłości oceniany jako dzień zmierzchu Donalda Tuska jako polityka". Profesor zauważa, że „ostatnio w Polsce zachodzą duże zmiany w nastrojach społecznych. Słyszymy też coraz więcej o podziałach wewnątrz PO”. Sondaże wskazują, że spadają słupki poparcia dla Platformy, zaś z badań telemetrycznych wynika, że spada też widownia komercyjnych stacji. A to przed nimi w nadchodzącej kampanii będą stały zadania specjalne, chociażby wystarczające wylansowanie politycznego zastępcy Donalda Tuska w wyścigu do prezydenckiego pałacu. Spadki oglądalności i reklam
Tymczasem, niestety, widownia spada. Podobnie spadają dochody z reklam. I tak, jeśli chodzi o TVN, ma coraz mniejszą oglądalność widownia „Szkła kontaktowego” - audycji, która od pięciu lat w TVN24 co wieczór komentuje polityczne życie kraju. Z tegorocznych danych telemetrycznych AGB Nielsen Media Research wynika, że program ten najpopularniejszy był w 2007 r., jednak od tamtego czasu jest coraz gorzej. W 2009 r. widownia magazynu wyniosła 388 tys. osób, a jego udział w rynku wynosił jedynie 3,37 proc. Nie tylko TVN odnotowuje spadki. Z monitoringu gazet codziennych firmy Expert Monitor, przygotowanych dla portalu Wirtualnemedia.pl., wynika, że dzienniki w Polsce zarobiły w 2009 r. na reklamach 2,356 mld zł, czyli 14 proc. mniej, niż w 2008 r. O 20 proc. spadły wpływy reklamowe „Gazety Wyborczej”. Choć wciąż jest liderem polskich dzienników pod względem wpływów reklamowych, to jej przychody z tego tytułu – 806 mln zł (netto) – były o 20 proc. mniejsze niż w 2008 r. Dziennik „Polska” (Passauer Neue Presse) zarobił w 2009 r. na reklamach 296 mln zł (spadek o prawie 10,5 proc.), a „Rzeczpospolita” (Presspublika) – 167,7 mln zł (spadek o 9,7 proc.). Jeśli chodzi o tygodniki, to „Newsweek Polska” (Axel Springer) zarobił w 2009 r. z reklam 102,2 mln zł, tygodnik „Polityka” - 80,1 mln zł, zaś tygodnik „Wprost” - 73,7 mln zł. Rynek reklamy to dla mediów w Polsce miliardy złotych dochodu. Nawiasem mówiąc warto dodać, że rynek medialny dochodowo porównywalny jest z rynkiem hazardowym. Specjaliści wyliczyli, że hazard w Polsce to w skali roku ok. 18 mld zł. Mimo sygnalizowanych spadków z reklam, publikowane w tym tygodniu informacje o rynku reklamy bezsprzecznie dowodzą, że koncerny prasowe to wielkie przedsiębiorstwa gospodarcze, to prawdziwe medialne imperia. To również prawdziwy „przemysł świadomości”. A ten ma szczególne znaczenie w czasie kampanii wyborczych.
Źródło: "Moja Rodzina", 3/2010 |