|
Stanisław Michalkiewicz
Cesarstwo rzymskie uważane jest po dziś dzień raczej za surowe, chociaż po bliższym przyjrzeniu się nietrudno dostrzec w nim objawy, które dzisiaj byłyby uznane za dowód łagodności, i to nawet wyjątkowej. Jak pisze Swetoniusz Trankwillus, kiedy cesarz Klaudiusz sprawował sądy, jakiś Grek mu odburknął: „i ty jesteś staruchem, i to głupim!” – i nic złego go nie spotkało. Innym razem pewien młodzieniec zirytowany procesem rzucił cesarzowi w twarz tabliczkę z rysikiem i nawet go nim zranił. Dzisiaj każdy niezawisły sąd ukarałby Greka grzywną, a krewkiego młodzieńca za czynną napaść na sędziego – nawet na więzienie.
Zresztą i wtedy między poszczególnymi narodami były spore różnice. Widać je choćby w ewangelicznych opisach przebiegu procesu Pana Jezusa u żydowskiego arcykapłana Kajfasza i przed rzymskim prokuratorem Piłatem. U Kajfasza jacyś ludzie spośród obserwującej proces tłuszczy biją podsądnego po twarzy, a sądzący arcykapłan nie interweniuje. Najwyraźniej była to u Żydów rzecz zwyczajna. Na tym tle proces przed Piłatem sprawia wrażenie przyzwoitszego, bo chociaż i tam zwołana przez Sanhedryn tłuszcza swoim zwyczajem gestykuluje i wrzeszczy, to przecież nie odważa się na rękoczyny wobec oskarżonego Jezusa. Najwyraźniej jest to kwestia różnic cywilizacyjnych, które Feliks Koneczny uważał za nieprzezwyciężalne. Zapewne dlatego takie wielkie wrażenie wywołała deklaracja premiera Australii, że wszyscy, którzy zechcą praktykować w tym kraju prawo szari’atu, będą musieli Australię opuścić. Wiadomo, że premierowi przyświeca intencja zahamowania rozprzestrzeniania się muzułmańskiej obyczajowości na fundamencie islamskiego prawa. Z drugiej strony nietrudno zauważyć, że jest to odstępstwo od zasad cywilizacji łacińskiej. Jednym z podstawowych jej wynalazków był bowiem rozdział prawa publicznego od prywatnego. Dlatego chociaż w państwie obowiązywały jednolite prawa, to jednak w konkretnych przypadkach brano pod uwagę okoliczność, według jakiego prawa żył konkretny człowiek. Bowiem urzędnik sądowy, zwany pretorem, zadawał mu pytanie: według jakiego prawa żyjesz?
Jeszcze wyraźniejszym sygnałem odstępstwa od zasad łacińskiej cywilizacji są podejmowane we Francji próby przeforsowania zakazu noszenia w miejscach publicznych arabskich burek, czadorów, a nawet chust, jakimi owijają sobie głowy islamskie kobiety. Przyświeca temu intencja zakazu manifestowania „religijnego fundamentalizmu”, jakby fundamentalizm religijny był czymś nagannym, a bigoteria ateistyczna – czymś godnym pochwały. Ale mniejsza już o to, bo ważniejsze jest, że te zakazy zmierzają do powrotu cuius regio eius religio, czyli sformułowanej w 1555 r. zasady: czyja władza – tego religia. Zasada ta była fundamentem pokoju religijnego w Augsburgu między cesarzem Karolem V, a niemieckimi książętami. Na tej podstawie książę miał nie tylko prawo samodzielnego wyboru wyznania, ale również prawo narzucenia go własnym poddanym. Pokój w Augsburgu oddalał Europę od cywilizacji łacińskiej ku cywilizacji bizantyjskiej, w której łaciński wynalazek rozdziału prawa publicznego i prywatnego został zapomniany. W rezultacie poddany – a dzisiaj obywatel – w coraz większym stopniu staje się niewolnikiem państwa. Państwo zaś coraz śmielej uzurpuje sobie prawo decydowania o tym, co ludzie mają jeść, w jaki sposób się ubierać i czego nauczać swoje dzieci. Ta sytuacja jest potwierdzeniem trafności kolejnego spostrzeżenia Feliksa Konecznego, że niemożliwa jest harmonijna synteza między cywilizacjami, bo o ile kultury się przyciągają, to cywilizacje – odpychają. W tej sytuacji każda próba forsowania takiej syntezy kończy się albo zwycięstwem cywilizacji niższej, albo "bastardyzacją" obydwu cywilizacji uczestniczących w tym eksperymencie.
Źródło: "Moja Rodzina", 3/2010
|